Koszyk

Brak produktów

wysyłka 0,00 zł
W sumie 0,00 zł

Koszyk Realizuj

Kategorie

LiveZilla Live Help

doradca dostępny:

od poniedziałku do piątku
w godzinach 10:00 - 14:00

Jest taka formuła amerykańska, która bardzo mi się podoba: Czytam, bo jestem biedny, w domyśle, bo chcę się czegoś dowiedzieć. Polak powie: Nie czytam, bo jestem biedny, bo nie stać mnie na książkiMimo że o Amerykanach mówimy bardzo brzydkie rzeczy, na przykład że nie mają kultury, to chociaż w tym przypadku należy ich naśladować

– mówi prof. Marek Adamiec.


Do czego służy e-czytnik? 


Jest to urządzenie przede wszystkim do czytania rozmaitych publikacji, na świecie obecnie tak samo przydatne, jak odtwarzacz MP3. Nie jest przeznaczone tylko do książek, ale może także ułatwiać obieg dokumentów w instytucjach i pomagać oszczędzać papier. W Polsce na razie nie ma prenumeraty gazet elektronicznych, ale gdyby była, to możliwe jest otrzymywanie na e-czytnik prasy codziennej. U nas jest to coś nowego, ale w w miarę cywilizowanym świecie jest wykorzystywany w codziennym użytku. 

 

Jakie są jego zalety?


Jest wygodniejszy od laptopa, nie ma klapki, nie jest nieporęczny, nie trzeba go rozkładać. Posiada zupełnie inny ekran, który nie oślepia, jest lepszy od papieru, nie ma załamań. Można czytać, nie niszcząc oczu. Każdy papier ma taką czy inną fakturę i gdy panuje niedobre oświetlenie, to wzrok się niszczy. Ponadto na e-czytniku można dowolnie powiększać czcionkę. To jest doskonałe urządzenie dla osób niedowidzących. E-czytnik umożliwia prowadzenie notatek; na przykład na marginesie książek. Załączony jest specjalny rysik, jest też gumka, którą można wymazać wcześniejsze zapiski. Istnieje możliwość wyszukiwania pojęć. Samemu można określić kryteria i przeszukać cały księgozbiór pod kątem jakiegoś hasła albo rymów do danego słowa. Stanowi ułatwienie w pracy naukowej. Po przygotowaniu wykładu zamiast gubić się z notatkami papierowymi, korzystamy z e-czytnika. Nie ma konieczności drukowania papierów potrzebnych tylko na chwilę. Dla pracownika naukowego to jest bardzo duże ułatwienie. Czytnik możemy wziąć ze sobą do ekspresu, na przykład relacji Gdańsk – Kraków, i podelektować się tym, na co mamy ochotę. Wyjeżdżając na wakacje, zabierzemy tyle książek, ile zechcemy i nie będziemy martwić się o to, kto będzie dźwigał walizkę. Wszystko zmieści się na karcie pamięci wielkości nawet nie znaczka pocztowego, a paznokcia. 

 

A wady? 


Zmiana przyzwyczajeń. Najtrudniejszą rzeczą w kulturze jest właśnie zmiana przyzwyczajeń. Ekologiczność e-czytnika też jest wadą, ponieważ zmniejszenie zużycia papieru spowoduje, że papiernie nie będą miały z czego żyć. Rezultatem będzie redukcja kosztów produkcji książki do jednej trzeciej obecnych kwot. Z punktu widzenia czytelnika to jest jednak plus. Są książki, które chce się mieć na półkach i takie, które chce się tylko przeczytać, po czym nie wiadomo, co z nimi zrobić. Zamiast kupować papierową cegłę, można nabyć licencję e-publikacji. Ale e-książki budzą obawy wydawców. To jest to samo doświadczenie, co wydawców płyt muzycznych. Ruch MP3 istnieje i nie da się go zatrzymać. Raczej warto dostosować się, niż bronić na wszelkie możliwe sposoby. Pisarzem, który pierwszy opublikował powieść w Internecie był Stephen King. Spróbował dla zabawy, co z tego wyjdzie i wyszedł mu ponad milion dolarów. E-czytnik niewiele waży, co jest koszmarną wadą, ponieważ normalnie dziecko bierze ze sobą do szkoły około 12 kilogramów podręczników. Zamiast taszczyć je może nie tyle zabierać to urządzenie, co samą kartę pamięci. Niestety, w efekcie dziecko nie ma czego nosić w tornistrze, co jest wadą, ponieważ w tym momencie znowu mówimy o zmianie przyzwyczajenia. To dotyczy także egzaminów. Można na przykład do e-czytnika wprowadzić test egzaminacyjny. W takiej sytuacji niepotrzebna jest komisja, nie ma możliwości dokonywania poprawek, naciągania czy fałszowania wyników testu. I to jest nieszczęście świata cyfrowego. Spotkałam się z narzekaniami na jego czarno-biały ekran. Tak, ekran jest czarno-biały. Ale czy czytamy wiele książek kolorowych? Albumy, atlasy geograficzne, gdzie kolor odgrywa niebagatelną rolę, pozostaną. Natomiast klasyka literatury pięknej jest ilustrowana czarno-biało. Zdjęcia w takich kolorach prezentują się w e-czytniku bardzo dobrze. Ale kolejną wadą jest to, że tutaj nie można zainstalować gier, nie można tego urządzenia przerobić na telefon. My nadal żyjemy w anachronicznej kulturze „trzy w jednym”, a świat przechodzi na funkcjonalne urządzenia wykonujące dobrze jedną rzecz. Jeżeli na przykład ktokolwiek w miarę przytomny będzie chciał czytać literaturę z wyświetlacza telefonu komórkowego, to bardzo szybko sprawi sobie okulary, bo jednak wyświetlacze telefonów nie są do tego przeznaczone. Żyjemy w świecie gadżetów elektronicznych, które muszą być kolorowe, błyskające. A e-czytnik jest urządzeniem czysto praktycznym, spełniającym porządnie określoną funkcję. Dla mnie jego zaletą jest to, że nie mogę na nim odebrać poczty ani SMS-u. Mam nadzieję, że nikt nie wmontuje mi tutaj telefonu komórkowego, e-czytnik nie będzie kolorowy i nie będzie wykonywał wszystkiego, bo wtedy nie będę mógł czytać, tylko będę zajmował się innymi sprawami. Czyli e-czytnik ma same zalety, które dla niektórych mogą być wadami. W Polsce bardzo trudno cokolwiek zmienić; nasze nawyki mają bardzo utrwalony charakter. Jesteśmy krajem zacofanym i będziemy nim nadal. Pod względem rozwoju infrastruktury cyfrowej pozostajemy 50 lat za Grecją, a Grecja do potęg nie należy. Dobrze gdybyśmy przestali żyć mitem państwa postępu. Realizujemy plan społeczeństwa informacyjnego, nie bardzo wiedząc, o co w nim chodzi.  

Jest taka formuła amerykańska, która bardzo mi się podoba: Czytam, bo jestem biedny, w domyśle, bo chcę się czegoś dowiedzieć. Polak powie: Nie czytam, bo jestem biedny, bo nie stać mnie na książki. Mimo że o Amerykanach mówimy bardzo brzydkie rzeczy, na przykład, że nie mają kultury, to chociaż w tym przypadku należy ich naśladować. Nie ma obawy, że w Polsce e-czytnik natychmiast się upowszechni. Najwcześniej nastąpi to za jakieś 150 lat, kiedy przeżyjemy już euforię związaną z odtwarzaczami MP3. Podobnie jest z podpisem elektronicznym, który na świecie funkcjonuje, a u nas postęp w tym kierunku odbywa się bardzo powoli. Ale poważnie mówiąc, myślę, że w instytucjach rozsądnych e-czytnik przyjmie się. To jest nieprawdopodobna oszczędność i ułatwienie pracy. 

 

Czy Uniwersytet Gdański planuje zakup e-czytników? 


Obecnie prawnicy przygotowują tekst umowy. Firma zajmująca się dystrybucją czytników w Polsce udostępni na korzystnych warunkach określoną ich ilość. Znajdą się m.in. w bibliotece. W sytuacji gdy istnieje tylko jeden egzemplarz książki, w dodatku niedostępny, po przygotowaniu go w formie elektronicznej problem zostanie rozwiązany. Byłby to koniec mitu książki, która zaginęła. Wydawnictwa przygotowują publikacje w formacie pdf. Zamiast czekać, aż dana pozycja dotrze do księgarni, można wykupić licencję i dysponować książką nazajutrz po jej złożeniu. Myślę, że wszystkie publikacje Wydawnictwa UG będą mogły w ten sposób być dostępne w uniwersyteckich czytelniach. E-czytniki znajdą się także w Zakładzie Wiedzy o Mediach. Mam nadzieję, że stopniowo zaczną pojawiać się również w innych miejscach. Tak jak pojawiły się laptopy jako urządzenia, bez których obecnie nie wyobrażamy sobie pracy.

 

Dziękuję za rozmowę.


Strona głównaStrona główna